Autoportret od Hani Knopińskiej & Glamshop – recenzja + swatche

Autoportret Glamshop to największa i jednocześnie najbardziej wyczekiwana paleta jaką mam w swojej kolekcji. Hanię Knopińską oglądam od czasu bycia nastolatką i niezmiennie uwielbiam jej recenzję, szczególnie podkładów. 

Przyglądałam się również jej firmie od dłuższego czasu – w końcu gdy okres studenckiego budżetu minął, pozwoliłam sobie na zakup palety “Brązowy Cukier” oraz “Karmel Cukier Miód”. Obydwie palety reprezentowały całkiem fajną jakość, choć to Brązowy Cukier został moim codziennym ulubieńcem, reprezentując doskonałe połączenie kolorów zarówno na co dzień, jak i jako elementy bazowe bardziej wieczorowych makijaży. 

Autoportret kupiłam o…1 w nocy. Naprawdę. Trochę przypadkiem zerknęłam, czy promocja na stronie się uaktywniła, zobaczyłam kartę produktu i przepadłam. Jakie jednak jest moje zdanie po wykonaniu kilkunastu makijaży? 

Opakowanie palety Autoportret – ładne, ale najważniejszy środek

Paleta, oprócz klasycznego kartonika na zewnątrz została opakowana również w dekoracyjną, różową bibułkę z naklejką logo palety. Rozpakowując ją czułam się jak dziecko, próbujące się dostać do wyczekiwanego, świątecznego skarbu. Za to opakowanie wielki plus dla Glamshopu! 

Samą paletę kupimy wyłącznie internetowo na stronie glam-shop.pl

Opakowanie palety jest kartonowe, charakterystyczne dla wcześniejszych produktów marki tego typu. Dużą zaletą jest wieczko, które można wywrócić do tyłu – ułatwi to prace szczególnie profesjonaliście, ale również będzie praktyczne w codziennym użytkowaniu dla każdej amatorki makijażu. Sama estetyka grafiki na przodzie jest kwestią indywidualną, ja jednak uważam, że jest bardzo ładna i kobieca – piękne, marmurowe tło oraz złoty szkic oczu Hani jest po prostu eleganckie i ciekawe. Nie do końca potrafię zrozumieć porównanie grafiki do tej z palet Hudy Kattan – dla mnie to zupełnie inne bajki, których nie potrafię umieścić w jednej szufladce. 

Wady? W sumie widzę je w środku. Choć paleta jest z zewnątrz ładna, posiada wytrzymałe i skuteczne magnesy oraz można ją całkowicie otworzyć, widać pewne problemy we wnętrzu. Pomiędzy cieniami, a wytłoczkami można zauważyć widoczne szpary, które niestety są całkiem popularnym problemem glamshopowych palet (mówiła o tym również Msdoncellita w swoim filmie nt. Glamu). Całkiem łatwo również dojrzeć grubość oraz materiał wewnętrzny palety, przez duże prześwity. Wada, ale do przeżycia, tak naprawdę najważniejsze są…

Cienie w palecie Autoportret Hania Knopińska & Glamshop

A tych mamy tutaj całkiem sporo, bo aż 24 sztuk i to nie tylko w stylistyce typowego nude. Znajdziemy tutaj kolory brzoskwiniowe, różowe, czekoladowe, fioletowe czy srebrne w trzech wykończeniach i jakości glamshopu. Pierwszym moim spostrzeżeniem była różnica w sprasowaniu cieni w porównaniu do np. moich glamowych dziewiątek, gdzie delikatny ruch pędzla wzruszał chmurkę pudrowych drobinek. Autoportret sypie się mniej, choć nadal brudzi wnętrze palety)

Poniżej swatche:

Glamshop swatche cienie matowe

Cienie od góry: Początek, Ciepło Cieplej, Ciepły Brąz, Słodka Brzoskwinia, Różowy Brąz, Pomarańczowy Brąz, Kawa z Mlekiem, Czekolada, Naturalny Róż, Amarant, Nietypowy, Przyciemniacz

Szefowa Błyszczące priorytety Ryzyk fizyk Glam swatche

Cienie od góry: Błyszczące Priorytety, Szefowa, Ryzyk Fizyk

Autoportret Glamshop Turbopigmenty i folie

Cienie od góry: Prawdziwa Perła, W moim stylu, Róż i Złoty, Dobry Wybór, Metalik, Musiałam, Dziewczęcy, Marzenia, Plany

Dobór kolorystyczny jest dla mnie jak najbardziej udany. Mamy tutaj sporo brązów, róże, korale, dwa delikatnie miodowe odcienie oraz podstawowe perły, które pozwolą wykreować również delikatniejszy, ślubny makijaż. 

Kolorystycznie jest bardzo dobrze. Można stworzyć dzienny makijaż, jest perła w kącik, jest matowy beż do podstawy, cała paleta nude odcieni i kilka szaleństw.

Jaka jest moja opinia o palecie Autoportret? 

Na wstępie zaznaczę, że moja recenzja jest subiektywna – jestem fanką Hani Knopińskiej, jak i doceniam produkty Glamshop. Myślę jednak, że mogę zebrać kilka konkretnych wniosków pozytywnych, jak i negatywnych, 

Zalety: Cienie są naprawdę różnorodne i dobrej jakości. Mam wrażenie, że osypują się również mniej niż w poprzednich testowanych przeze mnie produktach tej marki, a ich pigmentacja nie spadła. 

No i te kolory… Autoportret to świetna paleta startowa do każdego makijażu nude. Szczególnymi hitami dla mnie są: beżowy cień  (Początek), ponadczasowa perła w kąciki (Prawdziwa Perła), genialna miedziana folia (Dobry Wybór), mieniący się na fioletowo róż ( Metalik), miodowy (Ciepło Cieplej), prześliczny i mocno napigmentowany (Amarant) oraz bardzo nieoczywisty kakaowo – różowy odcień (Nietypowy). 

Paleta kolorów pozwala na zrobienie dziennego makijażu, wieczorowego, jak i wymagającego makijażu ślubnego. Widać w tym doborze rękę Hani i jej codzienne wybory makijażowe.

Paleta jednak nie pozbawiona jest wad. Szczególnie rozczarowały mnie dwa przepiękne odcienie: Błyszczące priorytety i Szefowa. Choć ich pigmentacja powala, drobinki brokatu psują efekt, ginąc przy blendowaniu i rozkładając się nierównomiernie, co również zauważyłam na swatchach. Znacznie bardziej ucieszyłabym się z tych odcieni w wykończeniu matowym. 

Kontrowersyjny jest również dla mnie Przyciemniacz, który nie jest ani czernią, ani szarością. Jest dosyć sypki i słabo napigmentowany, a jego odcień sprawia, że jeśli chcę mieć kompletną paletę do kuferka, muszę sięgnąć po dodatkowy czarny. 

Ciekawy ryzyk fizyk jest również dla mnie nie oczywisty. Jest to brokat, który bardzo łatwo wędruje zarówno w opakowaniu, jak i na powiece. Jego efekt może określić na mieniące odcienie zieleni, złota i czerwieni – wygląda obłędnie, jednak na mojej tłustej powiece nawet przy glitter primerze z Nyxa prowadzi podróże po całej powiece i twarzy. Nie jestem również jego fanką z drugiego względu – w mojej palecie po prostu zmienia swoją konsystencję oraz przekazuje drobinki na inne cienie i samą paletę. 

Trochę dziwią również turbopigmenty, które zbierają mi się w drobinki i wychodzą z wyprasek. Jest to raczej wada czysto estetyczna, jedynie warto wziąć to pod uwagę przy nakładaniu, by równomiernie rozłożyć produkt. Same turbo to sztos, blask i zachwyt na powiece.

 

Jaka jest moja końcowa ocena palety z perspektywy amatorki makijażu i początkującej wizażystki? Uważam, że Autoportret Glamshop jest spełnieniem nie tylko życzenia Hani, by stworzyć coś swojego, ale również mojego, by otrzymać od ulubionej youtuberki i autorytetu paletę. Pomimo 4 cieni, które mnie nie przekonują, cała paleta jest namiętnie przeze mnie używana, a jej połączenie kolorystyczne sprawia, że odcienie nie zlewają się w jeden kolor. 

Tak po prostu, personalnie, dzięki Haniu za tę paletę i za dołożenie cegiełki do mojej fascynacji makijażowej. 

Dajcie znać co o niej sądzicie – planujecie jej zakup, czy czekacie na coś innego?

 

28 lipca: Aktualizacja po kolejnych tygodniach użytkowania oraz kilkudziesięciu innych paletach (min.dzięki warsztatom w studio Perfekcja) , które miałam w łapkach – uważam, że Autoportret Glamshop to absolutny sztos! Podtrzymuje moje zdanie o 4 nielubianych przeze mnie cieniach, patrząc jednak obiektywnie to bardzo mała liczba nie pasujących mi formuł. Cieni używam praktycznie codziennie – można bez problemu wziąć tę paletę w podróż i pobawić się nią makijażem samodzielnie, jak i ze znajomymi.

Po tych tygodniach podjęłam również decyzję, że to Autoportretu dołączy niedługo bardziej kolorowa siostra Alterego.

Navigate